niedziela, 28 sierpnia 2016
sobota, 6 grudnia 2014
Mt 9,35-10,1.6-8
"Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych
synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i
wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli
znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych
uczniów: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana
żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Wtedy przywołał do
siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami
nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie
słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania:
Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego!
Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i
głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych,
wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe
duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!"
Czy chciałbyś aby i dzisiaj był ktoś taki, do kogo byś
przyszedł i uleczyłby każdą chorobę i każdą słabość? No co ty! Przecież jest! Czy
przychodzę do Jezusa jak chory do lekarza życia? To mój uzdrowiciel. Dzisiaj
też Jezus lituje się nad nami. Tylko ta nasza wiara jest taka słaba – niestety.
Tak trudno uwierzyć nam, że tak wielki cud może stać się i naszym udziałem.
Gdybyś miał wiarę jak ziarnko gorczycy… Prośmy dziś za tymi, którzy próbują te
wiarę w nas rozbudzić, którzy próbują ukazać nam moc Bożą, którzy głoszą
Ewangelię królestwa. Prośmy o nowych uczniów, by odpowiedzieli na Boże wezwanie
i by uwierzyli jak ogromna moc jest w ich dłoniach i w ich ustach, bo Pan „udzielił
im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby
i wszelkie słabości”. Powiedział też: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie
umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Jakże marna ta nasza
wiara…!
Pomódl się szczerze: Panie przymnóż nam wiary! A On rychło okaże ci łaskę
na głos twojej prośby. Ledwie usłyszy, odpowie ci.
środa, 3 grudnia 2014
Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Jest to miejsce, które ma duże
znaczenie dla chrześcijan. Jest to jezioro, które jest zasilane przez
rzekę Jordan. Rzekę, w której został ochrzczony Jezus. Rzekę, w której
dokonało się tak wiele nawróceń. Woda, która obmyła tak wiele brudu.
Brudu grzechu. Nad tym jeziorem dokonało się tak wiele cudów. Można by
porównać to jezioro do Kościoła. W kościele zostaliśmy obmyci podczas
chrztu, zostaliśmy obmyci z brudu grzechu. Tutaj wciąż na
nowo obmywamy się w sakramencie pokuty. To wyjątkowe miejsce. Większość
Apostołów pochodziła z miejscowości położonych nad tym jeziorem.
Najsłynniejsze kazanie na górze zostało wygłoszone nad jeziorem. Podczas
Eucharystii każdego dnia Bóg kieruje do nas najpiękniejsze Słowo,
jakie w ciągu tego dnia możemy usłyszeć. Słowo, które jest naszym
przesłaniem, naszym zadaniem na dziś. Nad tym jeziorem Jezus dokonał
licznych cudów i uzdrowień. Przecież my też po to przychodzimy do
kościoła. Aby doświadczyć cudu. Aby Jezus nas przemienił tam, gdzie sami
tego nie potrafimy zrobić, aby nas uzdrowił z tego z czego sami nie
potrafimy się wyleczyć. Aby nas oczyścił i pomógł dobrze przeżyć ten
czas adwentu, który się rozpoczął. Jeśli wydaje ci się niemożliwym
przezwyciężenie twojej słabości, przypomnij sobie Szymona który wbrew
logice, na słowa Jezusa zarzuca sieć w jezioro i wyciąga wielkie mnóstwo
ryb. Przypomnij sobie Piotra, który wbrew logice kroczy po jeziorze.
Zauważ, że zawsze jest przy tym Jezus. Jezus jest także w kościele i tak
jak w miejscowości nad jeziorem przemienił wodę w wino, tak w kościele
przemienia wino w Krew. Tak jak nad jeziorem rozmnożył chleb, tak i
tutaj rozmnaża go i czyniąc swoim Ciałem, karmi cię. „I przyszły do Niego wielkie tłumy”. Idź na roraty, pomimo wczesnej pory, mrozu, by było nas dużo. Nie będzie tak dużo jak życzyłby sobie tego Jezus. Ale by było nas dużo. I pomyśl sobie:
Przychodzimy tu, bo i my chcemy doświadczyć cudu.
„A On ich uzdrowił”. I nas uzdrowi jeśli uwierzymy w to, że może to uczynić.
„Tłumy wielbiły Boga Izraela”. Jesteśmy tu aby Go wielbić, by oddawać Mu chwałę. By przy Nim trwać.
A On nie puści nas zgłodniałych, byśmy nie zasłabli na tej adwentowej drodze.
„Ile macie chlebów?” 7 – doskonałość. Daj z siebie tę doskonałość. Daj z siebie wszystko. To co masz najlepsze a Jezus nakarmi cię do sytości, tak że zostanie jeszcze 7 pełnych koszów. Doskonałość, mnogość, nieskończoność łaski, której nie przejesz. To jest dar Jezusa dla Ciebie. Prezent, który daje ci na początku tego czasu adwentu. Odpakujesz go? Czy będziesz czekał aż się przeterminuje?
ŁP
piątek, 21 marca 2014
Pomyślał sobie... uszanują mojego syna
Czyż
nie są wymowne słowa dzisiejszego fragmentu Ewangelii? Spójrzcie na
krzyż zawieszony na waszej ścianie i posłuchajcie jeszcze raz tych słów.
„W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna”.
Niestety nie uszanowali.
Ale słuchajmy dalej: „Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”.
Przychodzi mi na myśl od razu scena z raju, kiedy pierwsi ludzie sięgają po zakazany owoc.
„Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”.
Pierwsi ludzie chcieli decydować o tym co jest dobre a co złe. Chcieli być jak Bóg.
„Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili”. To samo chcieli zrobić z Józefem z dzisiejszego pierwszego czytania, tak samo jak postąpił Kain z Ablem. Tak samo postąpili z Jezusem. Historia się powtarza.
W każdym człowieku jest żądza władzy, panowania nad drugim, żądza pieniądza, żądza bycia na piedestale. Tej żądzy musimy się nieustannie opierać. Czy ja uszanuję Jezusa, czy te pozornie wielkie rzeczy staną się dla mnie od Niego ważniejsze?
Jezu cichy i pokornego serca. Uczyń serca nasze według serca Twego.
„W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna”.
Niestety nie uszanowali.
Ale słuchajmy dalej: „Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”.
Przychodzi mi na myśl od razu scena z raju, kiedy pierwsi ludzie sięgają po zakazany owoc.
„Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy”.
Pierwsi ludzie chcieli decydować o tym co jest dobre a co złe. Chcieli być jak Bóg.
„Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili”. To samo chcieli zrobić z Józefem z dzisiejszego pierwszego czytania, tak samo jak postąpił Kain z Ablem. Tak samo postąpili z Jezusem. Historia się powtarza.
W każdym człowieku jest żądza władzy, panowania nad drugim, żądza pieniądza, żądza bycia na piedestale. Tej żądzy musimy się nieustannie opierać. Czy ja uszanuję Jezusa, czy te pozornie wielkie rzeczy staną się dla mnie od Niego ważniejsze?
Jezu cichy i pokornego serca. Uczyń serca nasze według serca Twego.
wtorek, 25 czerwca 2013
Modlitwa małżonków za wstawiennictwem bł. Doroty
Dzisiaj na Warmii wspomnienie bł. Doroty z Mątów
Błogosławiona Doroto
Twe życie było jak złoto
Świeciłaś przykładu blaskiem
Dałaś nam wzór jak żyć łaską
Niech wszystkie Twoje kłopoty
Ukażą nam wielkość cnoty
Która się odznaczałaś
I której przykład nam dałaś.
Opiekuj się małżeństwami
Które okupione łzami
Szukają w Bogu osłody
Jak czyniłaś sama to Ty
Pomóż rozwiązać problemy
Małżeństwom tutaj na ziemi
Aby jak w Twoim się stało
Dłonią swą dotknął je Bóg
By je uzdrowił w zalążku
Ukazał im wartość związku
Który On pobłogosławił
Aby już na wieki był
Pomóż docenić tę wartość
Wyproś na Boga otwartość
Niech znowu im błogosławi
By mogli szczęśliwie żyć
Dzisiaj na Warmii wspomnienie bł. Doroty z Mątów
Błogosławiona Doroto
Twe życie było jak złoto
Świeciłaś przykładu blaskiem
Dałaś nam wzór jak żyć łaską
Niech wszystkie Twoje kłopoty
Ukażą nam wielkość cnoty
Która się odznaczałaś
I której przykład nam dałaś.
Opiekuj się małżeństwami
Które okupione łzami
Szukają w Bogu osłody
Jak czyniłaś sama to Ty
Pomóż rozwiązać problemy
Małżeństwom tutaj na ziemi
Aby jak w Twoim się stało
Dłonią swą dotknął je Bóg
By je uzdrowił w zalążku
Ukazał im wartość związku
Który On pobłogosławił
Aby już na wieki był
Pomóż docenić tę wartość
Wyproś na Boga otwartość
Niech znowu im błogosławi
By mogli szczęśliwie żyć
Błogosławiona Doroto
Twe życie było jak złoto
Świeciłaś przykładu blaskiem
Dałaś nam wzór jak żyć łaską
Niech wszystkie Twoje kłopoty
Ukażą nam wielkość cnoty
Która się odznaczałaś
I której przykład nam dałaś.
Opiekuj się małżeństwami
Które okupione łzami
Szukają w Bogu osłody
Jak czyniłaś sama to Ty
Pomóż rozwiązać problemy
Małżeństwom tutaj na ziemi
Aby jak w Twoim się stało
Dłonią swą dotknął je Bóg
By je uzdrowił w zalążku
Ukazał im wartość związku
Który On pobłogosławił
Aby już na wieki był
Pomóż docenić tę wartość
Wyproś na Boga otwartość
Niech znowu im błogosławi
By mogli szczęśliwie żyć
niedziela, 8 kwietnia 2012
środa, 22 lutego 2012
Wielki Post
Czas pokuty i nawrócenia.
Gdzie jeszcze w swoim życiu nie zauważamy potrzeby nawrócenia. Tak często ranimy Boga, może nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. Może ta środa popielcowa i kolejne dni wielkiego postu, są wezwaniem do tego, by głębiej spojrzeć na swoje życie. Czy Bóg jest na pierwszym miejscu?
Może przyszedł czas, by się tam znalazł. Czy przypadkiem coś innego nie zakrywa ci tej jedynej Miłości?
Można próbować zostawić Jezusa na boku, ale On nigdy o tobie nie zapomni. Czy cenisz Tę Miłość ponad wszystko, czy oddajesz się Jemu całkowicie, czy nic cię od Niego nie odrywa? Spójrz na to, czy przypadkiem coś co jest Mu przeciwne, nie aprobuje Cię bardziej niż On sam? Czy nie ranisz Go, zostawiając Go z boku choć na chwilę, zajmując się tym, co Go tak bardzo boli? Nie liczy się ilość ale jakość. Możesz spędzić cały dzień na klęczkach w Jego towarzystwie a wieczorem cały ten dzień zaprzepaścić jednym "ruchem". NIECH NIGDY NIE BĘDZIE DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE TO, CO NISZCZY TWOJĄ RELACJĘ Z NIM. Bóg jest Bogiem zazdrosnym.
Przygotujmy nasze serca na największe święta Męki, Śmierci
i Zmartwychwstania Chrystusa.
Gdzie jeszcze w swoim życiu nie zauważamy potrzeby nawrócenia. Tak często ranimy Boga, może nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy. Może ta środa popielcowa i kolejne dni wielkiego postu, są wezwaniem do tego, by głębiej spojrzeć na swoje życie. Czy Bóg jest na pierwszym miejscu?
Może przyszedł czas, by się tam znalazł. Czy przypadkiem coś innego nie zakrywa ci tej jedynej Miłości?

Można próbować zostawić Jezusa na boku, ale On nigdy o tobie nie zapomni. Czy cenisz Tę Miłość ponad wszystko, czy oddajesz się Jemu całkowicie, czy nic cię od Niego nie odrywa? Spójrz na to, czy przypadkiem coś co jest Mu przeciwne, nie aprobuje Cię bardziej niż On sam? Czy nie ranisz Go, zostawiając Go z boku choć na chwilę, zajmując się tym, co Go tak bardzo boli? Nie liczy się ilość ale jakość. Możesz spędzić cały dzień na klęczkach w Jego towarzystwie a wieczorem cały ten dzień zaprzepaścić jednym "ruchem". NIECH NIGDY NIE BĘDZIE DLA CIEBIE WAŻNIEJSZE TO, CO NISZCZY TWOJĄ RELACJĘ Z NIM. Bóg jest Bogiem zazdrosnym.
Przygotujmy nasze serca na największe święta Męki, Śmierci
i Zmartwychwstania Chrystusa.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
niedziela, 18 września 2011
(Mt 20,1-16a)
"Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi".
Jezus ciągle do nas przychodzi! Tak jak mówią nam o tym słowa z dzisiejszego fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza, przychodzi jak ten gospodarz wczesnym rankiem, około trzeciej, szóstej i dziewiątej. Przychodzi do nas w każdym czasie naszego życia i chce nas do siebie zaprosić. Najpierw przychodzi do nas podczas chrztu świętego, następnie w radosnych i smutnych wydarzeniach.
Często zarzucamy Bogu: dlaczego ludzie, którzy w ostatniej chwili pojednają się z Bogiem mają otrzymać to samo co i my, którzy żyjemy z Nim na co dzień w bliskości. To wyjaśnia nam dziś św. Mateusz. "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie". Jezus daje każdemu szansę na powrót do Niego, każdego woła do swojej winnicy. Do samego końca chce przygarnąć go do sobie. On przychodzi nawet pod koniec naszego życia i chce byśmy do Niego wrócili. Dzisiejszy świat wszystko już prawie sprywatyzował i również my chcemy, aby wiara była tylko naszą sprawą prywatną. Nie chcemy żeby księża mówili mi nam co mamy robić, posługę kapłana taktujemy jak każdą inna usługę krawiecka czy szewską. Chcemy być wyjątkowi na każdym kroku i czuć się jak słońce, wokół którego krążą wszystkie planety. Jednak tak być nie może, gdyż za dużo na tym świecie byłoby "słońc" a brakłoby planet, które mogłyby wokół nas krążyć. Oczekujemy od Boga wielkiej zapłaty za to, że jesteśmy przy Nim i On nam ją daje, niezależnie od tego kiedy do Niego przyszliśmy, jednak my oczekujemy pieniędzy dobrego samochodu, zdrowia, pięknej żony, przystojnego męża a gdy tego nie otrzymujemy to się buntujemy. A przecież Jezus nie umawiał się z nami o nic takiego. On umawiał się z nami o zbawienie. Zarzucamy przez to Bogu, że jest okrutny, niemiłosierny, że musimy przez Niego cierpieć i że nawet własnego Syna wydał na śmierć. I gdzie w tym wszystkim ma być Miłość! - krzyczymy.
"Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał…”. Z tego oto fragmentu dowiadujemy się, że miłość Boga Ojca osiągnęła szczyt na Golgocie. On powstrzymał rękę Abrahama, który miał złożyć w ofierze jedynego syna, ale nie powstrzymał rąk tych, którzy przybijali do krzyża ręce Jezusa. „Bóg nie oszczędził własnego Syna, ale Go za nas wszystkich wydał”. Dla naszego ludzkiego sposobu pojmowania fakt, że Jezus umarł na krzyżu, nie objawia miłości Ojca.
Jezus również dzisiaj mógłby powiedzieć: „Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał!”. Jezus opuszczając wieczernik powiedział do swoich uczniów: „Zostawiacie Mnie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną”. Któż z nas może powiedzieć, co działo się w sercu Boga Ojca, kiedy w Getsemani Jezus mówił do Niego: „Ojcze mój, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie!”. Ojciec niebieski oraz Jego Syn, Jezus, razem przeżywali mękę i razem wstąpili na krzyż. Jezus był bardziej przybity do ramion Ojca, czyli do Jego woli, niż do ramion krzyża. I jak odwiecznie z niewysłowionego i radosnego objęcia Ojca i Syna pochodzi Duch Święty, wzajemny dar miłości, tak teraz, w czasie, z wypełnionego cierpieniem objęcia Ojca i Syna na krzyżu, pochodzi Duch Święty, dar Ojca i Syna dla nas.
Skłoniwszy głowę, Jezus „oddał Ducha”. Za miłość tylko miłość. Zostaliśmy stworzeni do miłości i im bardziej kochamy, tym bardziej upodabniamy się do Jezusa. Kochając zaś, możemy być szczęśliwi. Najszczęśliwsi pośród nas są ci, którzy kochają i są kochani. Nie możemy żyć bez miłości, tak jak nie możemy żyć bez powietrza. Prawdziwa miłość nie polega jednak na doznawaniu uczuć, które są ulotne, ale na całkowitym zjednoczeniu się z Wolą Boga, na wypełnianiu swoich obowiązków wobec Niego, nawet gdy ogarniają trudności i niechęć.
"Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu".
Droga Siostro, Drogi Bracie. Bez względu na to, na jakim etapie naszej życiowej drogi się znajdujemy, zawsze patrzmy na to, co potem, patrzmy w przyszłość, którą dla nas wierzących jest życie wieczne – Jezus Chrystus. I nie zwracając uwagi na to, co po drodze możemy stracić, posłusznie wykonujmy polecenie Boga, starając się o pokój i miłość dopóki jeszcze nie jest za późno.
środa, 18 maja 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
Przyjacielu!
Czy jest w ogóle ktoś taki?
Czy istnieje prawdziwa przyjaźń, nigdy się niekończąca, zawsze zrozumieniem pałająca?
Czy w ogóle warto mieć przyjaciół, czy lepiej ich nie mieć, by któryś z nas nie zdradził?
Czy mogę do człowieka powiedzieć: przyjacielu!? Czy tylko Tobie należy się ten tytuł wielu?
Ty jesteś moim najlepszym Przyjacielem, którego zawsze mogę być pewien.
A co z człowiekiem? Czy warto się tak łączyć, żeby po czasie przeżywać rozłąki?
Chyba za krótko na tym świecie żyję, żeby powiedzieć, że przyjaciel z przyjacielem, do końca zawsze w zgodzie żyje, ale jedno jest pewne mój Boże mój Panie, że dar przyjaźni jest jednym z najwspanialszych darów nam danych.
Tylko czy ja potrafię być przyjacielem?
Ł.P.
Trzy upadki:
1 upadek
Wszystkie nasze upadki to grzech wobec naszych bliźnich.
Zacznijmy od tego najłatwiejszego, najmniejszego:
Nasze denerwowanie się. Wściekamy się, pieklimy. Ponoszą nas nerwy. Może to jeszcze nie grzech, tylko nerwy, zapomnienie, ale to już początek. Pierwszy upadek.
2 upadek
Upadki są grzechami wobec bliźnich. Najmniejszym grzechem jest nasze zdenerwowanie. Potem drugi grzech: brak miłości, kiedy stajemy się egoistami, obojętniejemy na cierpienie, na czyjąś obecność.
Drugi upadek – niedostrzeżenie człowieka. To już więcej niż rozhuśtane nerwy.
3 upadek
Upadki są grzechami wobec bliźnich. Nie tylko zdenerwowanie, niedostrzeżenie człowieka, ale jeszcze krzywda, którą czasem wyrządzamy.
Czy skrzywdziliśmy kogoś w naszym życiu? Czy ta krzywda nie biegnie za nami?
Śpieszmy się kochać ludzi, bo czasem raptem ich zabraknie. Zostanie tylko pamięć krzywdy w naszym sercu.
Czasem dobrze jest, gdy nas coś obnaży i zobaczymy swoją słabość, śmieszność, nieprzyzwoitość, swoje pęknięcie. Dobrze poznać własną nędzę.
Bóg czasem nas obnaża, żeby pokazać, jacy jesteśmy i abyśmy z jeszcze większa miłością wracali do Niego.
Panie Jezu, aby Twoje cierpienie było dla nas obrazem najdoskonalszego cierpienia, aby krzyż, który nieraz staje w naszym życiu pomiędzy przyjaciółmi, narzeczonymi, małżonkami, zwierzchnikami i podwładnymi, nigdy nie rozdzielał, ale zawsze łączył nas w większym zrozumieniu Ciebie i w większej przyjaźni z Tobą.
Ks. J. Twardowski
sobota, 12 marca 2011
WIELKI POST
Wielki post to czas, w którym rodzi się głębsza refleksja nad sensem własnego nawrócenia. Pomimo tego, że proces nawracania powinien towarzyszyć nam cały czas i nie powinniśmy od niego odstępować to jednak czas ten wzmaga to, że nasze myśli podążają ku rozważaniu sensu naszego życia, sensu naszego nawrócenia a wszystko to dokonuje się w odniesieniu do misterium Chrystusa, które uwydatnia się w Jego męce, śmierci i zmartwychwstaniu. Wbrew pozorom to nie na pasterce jest w kościele największa frekwencja, nie na rezurekcji, ale właśnie w środę popielcową, która otwiera ten czas zadumy, w którym każdy chce się uleczyć duchowo, chce zbliżyć się do Boga. Każdy z nas i w każdym czasie potrzebuje nawrócenia. Termin ten nie dotyczy tylko ludzi niewierzących.
Nasze nawrócenie dokonuje się przede wszystkim w sakramencie pokuty, bo to tam spotykamy Chrystusa, który pragnie uleczyć nasze rany, który chce nam przebaczyć nasz grzech, ale aby się to dokonało, trzeba to wszystko Chrystusowi pokazać. Upadek jest zerwaniem więzi z Bogiem. Wyobraź sobie, że tą więzią jest sznur. Gdy wracasz do Chrystusa to ten sznur jest na nowo wiązany. Supeł na sznurze sprawia to, że staje się on krótszy a tym samy ty jesteś bliżej Boga. Bóg nie pragnie zła, jednak może do niego dopuścić by wywarło ono swoje skutki.
Św. Teresa pisała: „co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila, widzę wtedy słabość moją, a to dla mnie wielki zysk. Ty, Jezu, widzisz wówczas, jak słaba jestem i nic nie potrafię uczynić, a wtedy tym skłonniejszy jesteś, by nieść mnie w swoich ramionach”.
Ks. Tadeusz Dajczer w „Rozważaniach o wierze” pisze, że w osobie Judasza po jego zdradzie Jezusa możemy odkryć wiele elementów spowiedzi.
„Jest rachunek sumienia, bo Judasz zastanawia się nad tym, co zrobił i uświadamia sobie własne zło. Występuje również żal – Judasz naprawdę żałuje. Chce nawet zmienić się, a więc jest postanowienie poprawy. Jest też wyznanie grzechu, kiedy Judasz idzie do kapłanów i wyznaje: <<zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną>> (Mt 27,4). Jest nawet zadośćuczynienie, bu rzuca on kapłanom te 30 srebrników, które od nich otrzymał. Nie chce zapłaty krwi. Właściwie w zachowaniu i postawie Judasza dostrzec można prawie wszystko, co ma miejsce w przypadku spowiedzi, zabrakło tylko jednej, najważniejszej rzeczy – wiary w miłosierdzie Jezusa”
Byłem pusty, a Tyś mnie wypełnił
Byłem ciemny, a Tyś mnie oświecił
Byłem jałowy, a Tyś mnie zaludnił
Byłem zamknięty, a Tyś mnie otworzył
Byłem rozproszony, a Tyś mnie zjednoczył
Byłem chory, a Tyś mnie uzdrowił
Byłem brudny, a Tyś mnie oczyścił
Byłem martwy, a Tyś mnie wskrzesił.
sobota, 5 lutego 2011
Hbr 13,15-17.20-21; Ps 23,1-6; Mk 6,30-34
„Czasem trzeba zmienić środowisko, uciec od najbliższych, a nawet od samego siebie, by odnaleźć zagubione szczęście obcowania z Bogiem. Często przemęczeni fizycznie czy psychicznie, gubimy się w drobiazgach życia, tracimy orientację, jesteśmy zaniepokojeni i znerwicowani. Nie biegnijmy do apteki po środki uspokajające, ale zrealizujmy polecenie Jezusa: <<Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco>>”. Miejscem pustynnym dla apostołów była bliskość Jezusa. Przebywając blisko Niego nawet najbardziej zmęczony człowiek szybko regeneruje siły fizyczne, psychiczne i duchowe.
Czy Jezus jest moim Pasterzem? A może ja chcę paść siebie sam?
„Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Jeśli raz wybrałem Jezusa nie mogę się od Niego odwrócić. „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”.
Pamiętaj - Jezus mówi: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do Królestwa Bożego».
środa, 2 lutego 2011
Ofiarowanie Pańskie
„ … to nie mury, ani dobór osób czyni nas lepszymi, ale pokonanie naszej miłości własnej (…) to nie miejsce i nie stój duchowny, który nosimy, stanowią o o istocie naszej świętości. Życie święte, pożądanie doskonałości, pragnienie prawdziwej miłości niebiańskiej, ufność w Bogu i gotowość dla Niego, bez oporu, do jakiejkolwiek ofiary – oto, co czyni nas świętymi”.
Św. Kasper
Niech ten dzień Ofiarowania Pańskiego będzie nie tylko dla osób konsekrowanych, ale dla wszystkich ochrzczonych, czasem ponownego i głębszego ofiarowania swego życia Panu Bogu.
wtorek, 1 lutego 2011
Tylko Miłość
Chcemy być wielcy bez łez i cierpienia
Łatwo żyć to tylko złudzenia
Kochać miłością, która nie boli
I nad swym życiem nie tracić kontroli
Chcemy być wielcy bez łez i cierpienia
Łatwo żyć to tylko złudzenia
Kochać tak by nie bolało
A niewiadomych nie przybywało
Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Więcej brać niż dawać łatwo przychodzi
O sobie zapomnieć to w bólu się rodzi
W powodzi kłamstwa nie stracić godności
I nie zagubić swej tożsamości

Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Dopóki jest w nas iskra nadziei
To jeszcze wszystko może się zmienić
Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Tylko Miłość - Viola Brzezińska
Łatwo żyć to tylko złudzenia
Kochać miłością, która nie boli
I nad swym życiem nie tracić kontroli
Chcemy być wielcy bez łez i cierpienia
Łatwo żyć to tylko złudzenia
Kochać tak by nie bolało
A niewiadomych nie przybywało
Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Więcej brać niż dawać łatwo przychodzi
O sobie zapomnieć to w bólu się rodzi
W powodzi kłamstwa nie stracić godności
I nie zagubić swej tożsamości

Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Dopóki jest w nas iskra nadziei
To jeszcze wszystko może się zmienić
Tylko miłość nam pozwala bez lęku żyć
W deszczu trosk i prześladowań
Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić
Nawet mimo ciągłych szykan
To co niemożliwe możliwym znów stanie się
Gdy nie zabraknie Ci odwagi
By na nowo znów próbować ocalić to
Co zginęło mimo walki
Tylko Miłość - Viola Brzezińska
niedziela, 28 listopada 2010
Adwent – czas radosnego oczekiwania na przyjście Jezusa Chrystusa.
Ale przecież nasz Zbawiciel już przyszedł na ziemię! Na co więc czekamy? Przecież jest obecny w sakramentach! Dlaczego więc uczymy się czuwania w Adwencie?
Odpowiedź na te pytania ukryta jest chociażby w „Wyznaniu wiary”: I powtórnie przyjdzie sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca.
Adwent to czas szczególnej nauki czuwania, to specjalny czas, który przygotowuje nas na spotkanie z Panem Jezusem.
Przez postanowienia adwentowe, modlitwę, przygotowujmy się do Bożego Narodzenia.
Tak kiedyś czekała Maryja na narodzenie Jezusa. Czekała z radością i utęsknieniem.
„…pora żeby z wiarą wymówić słowa wiary: wierzę w Bożą wieczność, która weszła w nasz czas…”
czwartek, 25 listopada 2010
Nie pozostań obojętny!
Ojciec Święty zaapelował, aby dzień poprzedzający pierwszą niedzielę Adwentu był Dniem Modlitwy w Obronie Życia.
tak dla Benedykta
środa, 24 listopada 2010
BEZKOŚCIELNI CHRZEŚCIJANIE
Usłyszałem dziś, że pojawiła się nowa nieprzyjemna sytuacja, w którą zamieszany jest ksiądz. Znów będzie to rzutować na wszystkich duchownych. Sam spotykam się z takimi sytuacjami i z jednej strony nie dziwię się ludziom, że zmieniają swoje podejście do księży i do Kościoła, z drugiej jednak strony nie można wszystkich „pakować do jednego worka” i generalizować takich sytuacji, gdyż mimo wszystko nie wszyscy tak samo postępują. Kapłan z ludzi wzięty, dla ludzi jest ustanowiony. On też jest człowiekiem i musimy uczyć się mu wybaczać. Sam Jezus powiedział o uczonych w Piśmie: „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią.” (Mt 23, 3) Oczywiście są w Kościele tacy, którzy nie służą Bogu, lecz Bogiem się posługują i sam takich spotykam ale nie my ich osądzajmy. Komu więcej dano od tego więcej wymagać się będzie. Wiele osób mówi dziś: Bóg tak, Kościół nie; jestem wierzący, ale niepraktykujący…
Ostatnio usłyszałem, że ponoć o. Jan Góra podczas wizyty duszpasterskiej, do kobiety, która stwierdziła, że jest wierząca, ale niepraktykująca, powiedział, że chce opróżnić swój pęcherz. Ona pokazała mu kierunek do toalety, on natomiast powiedział jej, że załatwi tę sprawę do doniczki z kwiatkiem, bo on jest kulturalny, ale niepraktykujący. Nie wiem ile w tym prawdy, ale nie o to tu chodzi. Wydarzenie to pokazuje bezmyślność wypowiadających się w ten sposób ludzi. Jednak ich tez musimy starać się zrozumieć i pomóc im, gdyż niejednokrotnie mogli zostać skrzywdzeni. Chciałby przytoczyć kilka zdań odnoszących się do tego tematu, które wypowiedział Kard. Leo Jozef Suenens:
Gdy wypowiadam w Credo; „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, wypowiadam swoją wiarę, lecz kiedy rozglądam się wokół siebie, widzę Kościół, który nie jest święty — sądzę, że was to nie załamuje! — widzę Kościół, który nie jest jeden, Kościół podzielony; widzę Kościół, który nie jest powszechny, przeciwnie, jest bardzo mało znany na drugim krańcu świata. I widzę Kościół, który nie jest apostolski, a tym mniej — w sensie przyszłości — niosący Ewangelię aż po krańce ziemi. A jednak mówię: „Wierzę w jeden Kościół...”, ponieważ on jest jeden samą jednością Boga, jednością Ducha Jezusa Chrystusa. Wierzę, że jest święty, nie dlatego, żeby składał się ze świętych osób, lecz że jesteśmy zanurzani, w świętości Ducha Świętego, który sam jeden czyni ludzi świętymi. Naszym zadaniem nie jest — w pewnym sensie — stać się świętymi: my wszyscy ochrzczeni, zostaliśmy uświęceni przez nasz chrzest; byliśmy świętymi uświęconymi przez Ducha Świętego w momencie naszych narodzin chrzcielnych i — niech wypowiedzenie tego doda nam otuchy — my nie mamy stać się świętymi wszyscy nimi mamy pozostać.
Wierzę w święty Kościół... i gdy mówię, „Ojciec święty”, nie twierdzę tym samym, że ten człowiek jest święty (mówiąc miedzy nami wierzę że tak jest, lecz poza tym jest to czysto prywatna sprawa), nie nazywam go świętym, jakobym wierzył, iż odpowiada on pewnym kanonom świętości, lecz mówię „Ojciec święty”, ponieważ on został namaszczony przez Ducha Świętego w bardzo specjalnym celu: i to, co teraz mówię, nie jest etykietą czy protokołem — lecz mówi to moja wiara. Oto świętość Kościoła, tajemnica Ducha Świętego w Kościele.
O. Rahner powiedział kiedyś, że chrześcijanie są w trakcie tworzenia sobie z chrześcijaństwa abstrakcji i dorzucił: a abstrakcje nie potrzebują matki!
Temat ten również ciekawie podejmuje Raniero Cantalemessa w Medytacjach watykańskich:
Chrystus umiłował Kościół, a ty? Czy ty miłujesz Kościół?
„Nikt nie odnosi się z nienawiścią do własnego ciała", to znaczy do własnej oblubienicy — tym bardziej Chrystus. Bracie, dlaczego więc mówisz: „Bóg — tak, Kościół — nie"? Dlaczego z taką łatwością wyciągasz oskarżający palec w kierunku twej matki, mówiąc: „Kościół myli się w tym..., Kościół błądzi w tamtym...; Kościół winien powiedzieć..., Kościół powinien zrobić..."? Kim ty jesteś, że się ośmielasz podnosić rękę na Moją oblubienicę, którą miłuję? — pyta Pan. „Gdzie ten list rozwodowy waszej matki, na mocy którego ją odprawiłem?" — mówi Bóg przez proroka Izajasza (Iz 50,1). „Gdzie jest napisane, że Ja odrzuciłem waszą matkę, Kościół; że ona nie jest już moją oblubienicą?" — myślę, że te słowa zwrócone są do wielu współczesnych chrześcijan.(…)
Jeśli ktoś spojrzy na witraż któregoś ze starych kościołów od strony zewnętrznej, z ulicy, poza kawałkami ciemnego szkła posklejanymi paskami czarnego ołowiu nie dostrzeże nic ciekawego; kiedy jednak zdecyduje się przestąpić próg kościoła i spojrzy nań od wewnątrz, pod światło, wtedy olśni go widowisko kolorów i form zapierających mu oddech w piersiach. Podobnie dzieje się z Kościołem. Kto patrzy nań od zewnątrz, oczyma świata, widzi jedynie ciemne strony i nędzę, lecz kto spogląda od wewnątrz, oczyma wiary, czując się jego cząstką, zobaczy to, co św. Paweł: wspaniałą budowlę, cudownie zespolone ciało, oblubienicę bez skazy, wielkie misterium! Kto patrzy od tyłu Bazyliki św. Piotra na okno, które mamy przed oczyma, nie dostrzega nic nadzwyczajnego, jedynie ciemną szybę; zaś my, którzy jesteśmy tutaj, widzimy świetlaną gołębicę — symbol Ducha Świętego.
niedziela, 7 listopada 2010
Panie, pragnę Twej miłości...
Patrzysz z krzyża pochylony, na lud jeszcze rozmodlony.
Cóż Ci jeszcze pozostało, mimo że jest ich tak mało.
Twoje serce jednak kruszą i do głębi je poruszą.
Panie, przez wzgląd na jednego, nie zstępujesz z krzyża tego,
ale za nas się oddajesz, w tym zbawienie nam swe dajesz.
Panie Jezu miłosierny, spraw niech czuwam jak lud wierny.
Niechaj z Tobą cierpię, płaczę, niechaj z Tobą im wybaczę.
Panie sił w cierpieniu dodaj, bom jest jak na rzece kłoda,
która sama nic nie może, tylko oddać ręce Bożej.
Niechaj ja w bezmiarze wiary, zrzucę z siebie te sztandary,
i na Twoje zawołanie, rzucę się do stóp Twych Panie.
Panie wspieraj dnia każdego, na kolanach klęczącego.
Ocal moje marne życie, tylko o tym marzę skrycie.
Bym do Ciebie tak się zbliżył, bym miał udział w Twoim krzyżu,
bym go przyjął ze słodyczą i pogardził złą goryczą,
bym był z Tobą razem w niebie i mógł cierpieć wciąż dla Ciebie.
Panie, pragnę Twej miłości, nie opuszczaj mnie w żałości.
Jak biedronka w niebo leci, tak i ja bym chciał polecieć,
blisko Ciebie być mój Boże, że już bliżej być nie może.
I jak ślimak dom swój tuli, tak i ja bym chciał Cię tulić.
I jak ryba blisko wody, byłbym rad z takie swobody.
Byle Ciebie mieć przy sobie, jak świerszcz skrzypce przy swej głowie.
Jezu wlej we mnie swą miłość, niech nie będę obojętny,
Na to, że na krzyżu wisisz, za popełnione przeze mnie błędy.
Ł. P.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










